javardh-787801-unsplash

„Przyszła” – ks. Jan Twardowski

 

Znowu przyszła do mnie samotność

choć myślałem, że przycichła w niebie                                           

Mówię do niej:

-Co chcesz jeszcze, idiotko?

A ona:

-Kocham ciebie

Powroty bywają trudne – prawda, ale jestem…

Po dłuższej przerwie, lecz stęskniona i naładowana świeżą energią! Pełna radości, iż mam z kim dzielić się własnymi przemyśleniami. Po cudownej czwartkowej uczcie zmysłów: wzroku, gdyż na spotkaniu autorskim była wystawa ilustracji do (już:)!) dwóch bajek mojego autorstwa; słuchu – kiedy uczennice Państwowej Szkoły Muzycznej napoiły nasze dusze boskim nektarem oraz smaku, biorąc pod uwagę słodki poczęstunek na końcu spotkania – jestem w euforii. A to dopiero początek. Początek mojej podróży, przygody mojego życia… czuję to!

Kiedy bywają gorsze dni, zastanawiam się: czy jest sens w tym co robię? Przecież tak bardzo się staram, tyle wkładam serca w przygotowania, a ile w tekst, Bóg jeden wie! Pragnę, aby każda linijka była jak kolejna kostka czekolady: cudownie rozpływała się w ustach i… kusiła na dalszy ciąg przygody, wciągała bezpowrotnie, tak jak pierwsze zakochanie.

A potem z niebios przychodzi spóźniona, jak zawsze odpowiedź. „Działaj dalej. Uraduj dziecięce serca, porusz dorosłe, zatwardziałe. Uwrażliwiaj na piękno. Bierz miłość i daj miłość”. A dlaczego spóźniona odpowiedź? Mogłabym powiedzieć jeszcze: przekorna. Z puszczonym przez Boga oczkiem, może z lekko drwiąco – kochającym uśmiechem. Z przekąsem. Powagą i żartem jednocześnie. Ale ona taka musi być. To próba.

Próba naszego charakteru. Próba miłości. Kiedy modląc się, prosimy z całego serca – On słucha. Może nawet ciągnie długą, śnieżnobiała brodę w zadumie. Przecież kocha i pragnie dla nas jak najlepiej, ale nie może nas wyręczać w podejmowaniu decyzji, za to może podpowiedzieć i dlatego zsyła z nieba złotoskrzydłych pomocników, aby prowadzili nas przez kręte ścieżki, dziurawe drogi i wyboiste trakty naszym myśli i zachowań.

Dla mnie też zesłał małe cherubinki, w kręconych włosach z niewinnymi uśmieszkami i… jak ich nie kochać? Wyzwalają we mnie dobro, które pragnie znaleźć odbicie w pochyłych, zakręcanych literkach atramentu zapisanych na kartce papieru – przeniesionych w świat pachnący drukiem.

Więc niech praca będzie pracą, ale przede wszystkim pozostanie pasją.

Całuję.

G – Moll.