Sylvia Plath „Do syna bez ojca”

Wkrótce uświadomisz sobie czyjąś nieobecność
Rozrastającą sie obok ciebie jak drzewo,silvan-metzker-1224299-unsplash
Drzewo śmierci, bezbarwny australijski eukaliptus –
Ogołocony, porażony piorunem – istne złudzenie,
A niebo jak świński zad, całkowicie obojętne.

Lecz teraz jesteś niemy.
A ja kocham twoją głupotę,
Jej ślepe zwierciadło. Spoglądam w nie
I odnajduję własną twarz, myślisz, że to zabawne.
To dobrze

Że chwytasz mnie za nos jak za przęsło drabiny.
Kiedyś możesz dotknąć czegoś niewłaściwego:
Małych czaszek, spłaszczonych sinych wzgórz, straszliwego milczenia.
Do tego czasu twe uśmiechy są jak odnalezione pieniądze.

 

Do przemyślenia:

To śmieszne! Wcale o nim nie myślę, a mimo to nawiedza mnie we snach.

Już dawni nasze drogi się rozeszły. Oboje mamy swoje życie, swoje zobowiązania. Nie widujemy się. Nie mamy kontaktu.

Mówi się: „stara miłość nie rdzewieje…”, ale mając kilkanaście lat, każde zakochanie jest na zabój, a odrzucenie łączy się z wielką zadrą, czasem nawet dziurą, która zagoi się pozostawiając bliznę.

Wierzę w wędrówkę duszy w czasie snu, w prorocze sny, ale również rozumiem argumenty racjonalistów i wiem, że niektóre sny są wynikiem intensywnej pracy, wysiłku, myślenia o danej rzeczy…

Dlaczego więc, jego obraz odwiedza mnie we snach?

Wciąż mam schowane pamiątki z tamtych lat i w pamiętniku nakreślone kilka słów… dziś czytając to uśmiecham się z czułością i sentymentem; jak wspaniałe były lata szkolne. A jednocześnie ile było bólu i niezrozumienia; niespełnionych ideałów i dążeń…

Dobrze, że spaliłam listy od niego. Nienawidziłam ich. Lakoniczne odpowiedzi jak szyderczy uśmiech na do widzenia, których ja – naiwna ofiara miłości – nie mogłam się doczekać. Zawsze byłam zbyt impulsywna. W porywie serca mówiłam, śpiewałam i złościłam się. Rozeszliśmy się w gniewie… A szkoda.

I może to właśnie mnie gnębi. Może temu on mi się śni! Chciałabym żeby wiedział, że był dla mnie ważny… że dotykałam każdej skośnej literki zapisanej na kartce papieru… Obchodziło mnie jego zdanie na różne tematy. Naprawdę lubiłam z nim spacerować i rozmawiać.

Moje będą wspomnienia tamtych dni. Nikt ich nie zabierze. W pamięci zawsze uśmiechnięty, troskliwy… W błękitnych oczach zrozumienie dla (wtedy) szalonej, porywczej mnie… chyba sama byś się  wówczas ze sobą nie umówiła na randkę… roztrzepana nastolatka, która zagadałabym nawet największą gadułę na śmierć… Czy potrafiłam słuchać innych? Po odpowiedź udam się do przyjaciół. A teraz proszę, daj mi już zasnąć.

Dziś mi się nie śnił. Uff…

Kiss.

G – Moll.