„Śpieszmy się” ks. Jan Twardowski

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodząkevin-wiegand-PgfSWgL3wjI-unsplash
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.

Do przemyślenia:
A gdybyś wiedziała, kiedy umrzesz?

Znała rok, miesiąc, a może nawet dzień?

Jak wyglądałoby Twoje pożegnanie z tym światem? Czy czegoś żałujesz? Z czegoś jesteś dumna?

I jak spędziłabyś te kilka ostatnich chwil życia? Powiedzmy trzy lata…

Jak dla mnie, to poniekąd przywilej wiedzieć.

Czy można się do tego przygotować? Trochę tak. A przynajmniej można się pięknie pożegnać z najbliższymi i dać im to, czego na co dzień, w natłoku obowiązków, zapominamy dać. na przykład? Uśmiech, serdeczną odpowiedź, spojrzenie w oczy, pocałunek. Można dać jeszcze coś więcej! A mianowicie, cudownie spędzone chwile razem, a co za tym idzie wspomnienia i zdjęcia, które przywołują uśmiech na twarzy, aż się robi ciepło na sercu.

Oczywiście, nie łatwo jest nie pogrążyć się w smutku. Myślisz egoistycznie: dlaczego ja? (a nie sąsiad z klatki obok?) Dlaczego teraz? (czemu nie dożyję późnej starości, tylko czy zawsze to jest takie dobre rozwiązanie?) Czemu nie zobaczę ślubu moich dzieci? Wnuków?

Myśleć trzeba raczej: dziękuję za szansę naprawienia relacji z ludźmi, których kocham, a o tym zapomniałam. Dziękuję za czas na refleksje, przemyślenia. Dziękuję, że mogę się pożegnać z najbliższymi. Że nie odejdę od tak, nagle i szybko jak pstryknięcie palcami, na skrzyżowaniu dróg.

Dam moim dzieciom ostatnie drogowskazy. Naoiszę do nich listy na kilka uroczystości w przód. Niech czują, że z nimi jestem, choć już nie ciałem, to wciąż duszą.

W ostatnim roku podaruję im pieska. Przyjaciela na kilka kolejnych, bardzo trudnych dla nich lat. Poproszę o urnę oraz przekazanie nadających się organów innym. Na pogrzebie włączą moją ulubioną muzykę, poproszę, aby nie płakali (choć nie jest to łatwe), bo przecież mnie już nie jest źle. Moja dusza jest wolna. Idzie do Boga. Cieszy się. Ale nigdy nie zapomni o ukochanych osobach, które zostawia na ziemi w bólu.

A gdyby to było możliwe chciałabym zostać Aniołem Stróżem lub opiekuńczym duchem.

W tym wyjątkowym czasie, stojąc nad grobami swoich najbliższych, zastanówcie się: jaką wartość przedstawia Wasze  życie? O kim zapominacie na co dzień? Co możecie zmienić na lepsze?

A gdyby to był ostatni rok TWOJEGO życia – masz jakiś plan?

G – Moll.