Konstanty Ildefons Gałczyński
*** (Gdybyś mnie kiedyś miała przestać kochać)

 

Gdy­byś mnie kie­dyś mia­ła prze­stać ko­chać, 
nie mów mi tego. Bóg tego tak­że nie czy­ni.
Gdy ma ze­słać za­ra­zę i głód, On cią­gle się śmie­je z wy­so­ka,
choć do­brze wie, że oazy prze­mie­nia w pu­sty­nię


minnie-zhou-1255606-unsplash

Do przemyślenia:

Uwielbiam się uśmiechać!

To wspaniałe uczucie – patrzeć jak na ten uśmiech reagują inni… Nie wierzycie? Zacznijmy.

Wchodzę do sklepu spożywczego, na półkach pełno kolorowych produktów, wszystkie zdają się krzyczeć – kup mnie, kup mnie! Och, aż kręci się w głowie! Wtedy przez przypadek potrącam stojącego przy pieczywie mężczyznę. Odwraca się w moją stronę, jego twarz przecina gniewny grymas, otwiera ust, wrogo marszcząc brwi… a ja go ubiegam.

„Przepraszam!”, mówię szczerze i uśmiecham się serdecznie. On skinie głową i – wow! – odpowie uśmiechem, gestem pokazując, że nic nie szkodzi. Jego twarz rozluźnia się. Uff!

W poczekalni ośrodka zdrowia jest tłum ludzi, z płaczącymi, grymaszącymi dziećmi. Po godzinie czekania dorośli mają dość, a co dopiero dzieci. Zaczyna wkradać się nerwowa atmosfera. Ludzie pod nosem narzekają na służbę zdrowia. Obok mnie mała dziewczynka przeciągle ziewa. „Mamo, chodźmy do domu! Maaamoo!” Wtedy do tłocznego pomieszczenia wpada spóźniona pani doktor. Od progu woła: „Bardzo państwa przepraszam, miałam kolizję samochodową… Naprawdę przepraszam!”, zrzuca kurtkę, szarpie biały fartuch, szybko przeczesuje ręką włosy, naciska klamkę drzwi prowadzących do gabinetu: „Proszę, kto pierwszy?”, „My.” Odpowiada kobieta z dziewczynką obok mnie. I wtedy pediatra uśmiecha się szeroko do swojej pacjentki. „Witaj księżniczko, dobrze, że nie zasnęłaś!”, „Dlaczego?” zainteresowała się mała. „Bo musiałby obudzić cię jakiś książę! A gdzie takiego szukać?” śmieje się pani doktor.

I wszyscy w poczekalni wybuchają śmiechem. Atmosfera się rozluźnia. A to wszystko za sprawą radości!

Uśmiech, choć składa się z pracy dwóch różnych grup mięśni, ma niezwykła – uzdrowicielską wręcz moc! A choć jest co najmniej kilka rodzajów uśmiechu, łatwo zauważyć, które pochodzą z serca, a które udajemy.

Uśmiechanie się według mnie potrafi uczynić cuda! Skłania ludzi do bycia serdecznymi! A jak wtedy jaśnieją oczy! Dodają blasku i urody!

Nie ważne czym w tej chwili się zajmujesz. W czym mógłbyś być lepszy… masz w sobie tę moc, siłę bogów, niezwykła umiejętność dawania!

Teraz wstań, podejdź do najbliższej ci osoby i… uśmiechnij się serdecznie!

Całuję.

G – Moll.

javardh-787801-unsplash

„Przyszła” – ks. Jan Twardowski

 

Znowu przyszła do mnie samotność

choć myślałem, że przycichła w niebie                                           

Mówię do niej:

-Co chcesz jeszcze, idiotko?

A ona:

-Kocham ciebie

Powroty bywają trudne – prawda, ale jestem…

Po dłuższej przerwie, lecz stęskniona i naładowana świeżą energią! Pełna radości, iż mam z kim dzielić się własnymi przemyśleniami. Po cudownej czwartkowej uczcie zmysłów: wzroku, gdyż na spotkaniu autorskim była wystawa ilustracji do (już:)!) dwóch bajek mojego autorstwa; słuchu – kiedy uczennice Państwowej Szkoły Muzycznej napoiły nasze dusze boskim nektarem oraz smaku, biorąc pod uwagę słodki poczęstunek na końcu spotkania – jestem w euforii. A to dopiero początek. Początek mojej podróży, przygody mojego życia… czuję to!

Kiedy bywają gorsze dni, zastanawiam się: czy jest sens w tym co robię? Przecież tak bardzo się staram, tyle wkładam serca w przygotowania, a ile w tekst, Bóg jeden wie! Pragnę, aby każda linijka była jak kolejna kostka czekolady: cudownie rozpływała się w ustach i… kusiła na dalszy ciąg przygody, wciągała bezpowrotnie, tak jak pierwsze zakochanie.

A potem z niebios przychodzi spóźniona, jak zawsze odpowiedź. „Działaj dalej. Uraduj dziecięce serca, porusz dorosłe, zatwardziałe. Uwrażliwiaj na piękno. Bierz miłość i daj miłość”. A dlaczego spóźniona odpowiedź? Mogłabym powiedzieć jeszcze: przekorna. Z puszczonym przez Boga oczkiem, może z lekko drwiąco – kochającym uśmiechem. Z przekąsem. Powagą i żartem jednocześnie. Ale ona taka musi być. To próba.

Próba naszego charakteru. Próba miłości. Kiedy modląc się, prosimy z całego serca – On słucha. Może nawet ciągnie długą, śnieżnobiała brodę w zadumie. Przecież kocha i pragnie dla nas jak najlepiej, ale nie może nas wyręczać w podejmowaniu decyzji, za to może podpowiedzieć i dlatego zsyła z nieba złotoskrzydłych pomocników, aby prowadzili nas przez kręte ścieżki, dziurawe drogi i wyboiste trakty naszym myśli i zachowań.

Dla mnie też zesłał małe cherubinki, w kręconych włosach z niewinnymi uśmieszkami i… jak ich nie kochać? Wyzwalają we mnie dobro, które pragnie znaleźć odbicie w pochyłych, zakręcanych literkach atramentu zapisanych na kartce papieru – przeniesionych w świat pachnący drukiem.

Więc niech praca będzie pracą, ale przede wszystkim pozostanie pasją.

Całuję.

G – Moll.

ryan-moreno-99464

Anioł pochylony nad grobem

Któż z nas nie widział choć raz w życiu „Titanic ‘a” reżyserii James’ a Cameron z 1997 roku? Trudno powstrzymać łzy, choć tak dobrze zna się fabułę! Nad czym tak ubolewamy? Nad straconą miłością, niespełnionymi marzeniami, utraconym życiem, kiedy jeszcze tyle mogło się wydarzyć! Jak zrozumieć Białą Damę, w ślicznej ślubnej sukience, z kosą za pazuchą? Dlaczego tak ładnie się uśmiecha zepsutymi zębami? Może jest ona jak Dziewica z „Nie Boskiej Komedii” Zygmunta Krasińskiego? Piękna i kusząca, za którą niejeden poszedłby na koniec świata, a która zamienia się w upiora?

Jakie wartości chce zachować wiecznie człowiek ? Zakochany powie: miłość! Schorowany powie: zdrowie, stary- młodość, a smutny- szczęście. To zrozumiałe prawda? Marek Grechuta śpiewa w jednej ze swoich piosenek: „Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych?(…) więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia.” Może warto się na chwilę nad tym zastanowić? Pochylić jak nad kamienną płytą? Przeczytać zamazane litery, zapalić znicza na zapomniany grobie, pomodlić się przy krzyżu, przecież to nic nie kosztuje! Powspominać tych, którzy udali się w kolejna podróż, opuszczając nas niespodziewanie, wszak nikt nie jest stu procentowo przygotowany na śmierć, prawda?

I jeszcze „węsząc” w osobistych wspomnieniach i przeżyciach pragnę powiedzieć: cieszmy się każdą chwilą spędzoną we wspólnym gronie, gdyż nie wiadomo, kiedy Anioł poda nam dłoń, aby zabrać na spotkanie z Bogiem.

PS Mariolka na zawsze zapadłaś mi w pamięć! To dla Ciebie:

Dla M.

 

Anioł chciał odejść w pośpiechu

w niedokończonych słowach

zastygłym uśmiechu

 

Anioł wyszedł przed zakończeniem

z przemilczanym akordem

jakby ktoś włączył pauzę

Anioł nie myślał o pożegnaniu

nie spisał uroczystej mowy

listy zostawił rozpoczęte…

 

Anioł pobiegł do dzieci

serca malować na niebie

szczytów gór sięgać ukradkiem

 

Anioł nie mógł odejść inaczej…

 

 

 

 

quino-al-101314
Szczęście nosi różowe okulary

Moje, twoje, nasze, wasze. Szczęście. Dwusylabowiec wznoszący się ponad chmurami jak wieżowiec w centrum miasta. Osiągnięcie szczęścia wydaje się niemal rzeczą niemożliwą. Stawiamy sobie wielkie cele, ambitne plany, jak w powieści Brene Brown „Dary niedoskonałości” chcemy być perfekcyjni, idealni! To jednak tak nie działa!

Po pierwsze warto dać sobie szansę na szczęście! Otworzyć serce i umysł! Cieszyć się daną chwilą, zapachem lawendy, zachodem słońca we dwoje jak to czynił Kyland oraz Ten z powieści Mii Sheridan pt.: „Bez szans”. Ne pozwolić, aby codzienność przyćmiła uroki życia. Otwórz oczy! Zatrzymaj się! Głośno śpiewaj, krzycz, kiedy tylko przyjdzie ci na to ochota i tańcz, tańcz, tańcz…

Ciesz się drobnostkami, to moja kolejna rada! Uśmiechem, gestem, komplementem. Tęczą na niebie, pierwszym śniegiem. Bądź optymistą! Świat jest o wiele piękniejszy, kiedy podchodzimy do niego pełni energii i entuzjazmu! Tak naprawdę wystarczy tylko chwila, by nabrać w płuca powietrza, wchłonąć to, co daje nam Bóg i wypełnić się radością, jak w piosence „Zamknij oczy” Buki.

Czy zauważyliście, że wszystko zależy od naszego podejścia do sprawy? Przeanalizuj siebie! Jak dobry detektyw idź po śladach zbrodni niczym Harry z powieści kryminalnych Jo Nesbo, bądź nieustępliwy, podważaj już zdefiniowane zjawiska, uczucia, twórz dla nich własne definicje, ale przede wszystkim walcz z własnym zniechęceniem! Ludzie mają w swojej naturze pewną felerną umiejętność psucia innym radości! Wciąż nas coś korci, by popsuć innym humor, zmącić spokój, dokuczyć. Słomiane chochoły tańczą w nas nieustannie! I choć bardzo się starają, to szczęście chodzi w różowych okularach! Miłość zaślepia, wprawia w zachwyt! Szczęście rysuje nasz świat piękniejszym! Gdziekolwiek się pojawicie uśmiech otworzy zamek każdych drzwi, nawet tych zaryglowanych na dwa spusty, pamiętajcie!


Zacznijmy nowy cykl czwartkowych spotkań z Gabrielą Molesztak – cykl luźno powiązanych esejów.victoria-bilsborough-232767


W tańcu leśnych driad.

„Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono” – dobitne słowa układające się niemal w złotą myśl. Słowa te wypowiedziała Wisława Szymborska, o której wszyscy doskonale wiemy i większość z nas podziwia jej dorobek poetycki. Nie wiemy wiele o sobie dopóki los nie podsunie nam sytuacji, w której musimy zacząć działać. Na ile nas stać, gdy ukochana osoba jest w niebezpieczeństwie? Co zrobimy wiedząc, że zostało nam niewiele życia?

Czy zdajesz sobie sprawę z kruchości życia? Dziś jesteś, czujesz, oddychasz, masz przyjaciół, planujesz przyszłość. Dziś – śmiejesz się, popełniasz błędy zgodnie z filozofią Seneki Starszego „Błądzić, jest rzeczą ludzką”. Dziś rzadko myślisz o śmierci… Cóż, ja też nieczęsto. W świecie ludzi często myślących o śmierci, nie byłoby miejsca na życie. Życie na krawędzi tej górnej czy dolnej nie jest zbyt znośne. Chciałoby się utrzymać stale pośrodku. Tylko nie jest to łatwe.

Życie to najpiękniejszy dar, który stracić możemy w każdej chwili. W egzystencji na ziemi dotyka nas  tysiące spraw, problemów zdawałoby się bez wyjścia. Czasami brak akceptacji otoczenia staje się przyczyną stoczenia się człowieka, bądź też jak uczyniła główna bohaterka książki pt. „Kamila” Ewy Barańskiej, popełnienia samobójstwa. Dopiero wtedy ludziom opadają na chwilę klapki z oczu i mają wówczas niejednokrotnie spóźnione wyrzuty sumienia. Wtedy zastanawiają się co było nie tak z koleżanką, wydawała się być trochę zagubiona, ale przecież każdy ma jakieś problemy. Niektórzy wolą łagodniejszą alternatywę, codziennie staczając się na dno. Co robią? Biorą narkotyki, piją do nieprzytomności, głodzą się. To nie film, to rzeczywistość.  Ta smutna, ukrywana przed resztą świata, pełna mroku i łez… Tyle, że dopóki jest dno, to można się od niego odbić. Ale sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy dno znika. Zapytacie, jak to możliwe? Wegług Tadeusza Różewicza współczesne czasy nie mają dna, czyli swojej granicy moralnej. Poeta przedstawia taką wizję świata w wierszu pt. „Spadanie”. Porównuje dawne czasy, które pamięta, gdy istniało dno, do teraźniejszych czasów, w których „dno zostało usunięte”. Nawet będąc na dnie człowiek był kimś określonym i mógł liczyć na pomocną dłoń życzliwej osoby. W naszej rzeczywistości zapanował chaos światopoglądowy i etyczny.

Samotność człowieka może istnieć z wyboru, ale również może być tworem skomplikowanych relacji międzyludzkich. Samotność pociąga człowieka do skrytości. Emigranci współczesnego świata sami sobie wybrali miejsce swojej samotności i tęsknoty. Przykładem może być serial „Londyńczycy”. Tak, zaraz się oburzy na mnie większa część ludzi, powtarzając gdzieś zasłyszane hasła: wyjechali za chlebem albo w Polsce nie ma perspektyw na godziwe życie. Prawda leży po środku. Faktem pozostaje to, że raczej polscy emigranci nie będą mogli nigdy w pełni czuć się za granicą tak jak w domu. Także o tym mówi Czesław Miłosz w eseju „O wygnaniu”. Widzi jak wielu ludzi ma poczucie nieokreślonej straty, sam się z nimi utożsamiając. Przychodzi mi na myśl piosenka Ricky’iego Martina „Nobody want to be lonely”. Bo przecież tak jest, ludzie pragną kontaktu, pragną z kimś porozmawiać, wyżalić się lub czymś pochwalić.

Często jest się samotnym w tłumie ludzi. Wydaje Ci się, że znasz swojego współpracownika? To tylko złudzenie. Jeśli nie jesteście przyjaciółmi, ale takimi na serio, to nie znasz go w pełni. On jest aktorem. Tak, każdy z nas jest aktorem w mniejszym lub większym stopniu. Zakładamy maski jak na deskach antycznego teatru. Maska to najważniejszy rekwizyt, bez niej nie odegrasz swojej sztuki, bez niej ludzie Ci nie uwierzą. Chwila i już w innym miejscu stajesz się kimś innym. Niestety w tej wiecznej maskaradzie gubisz siebie, bo powiedz mi, która gęba była najbardziej podobna do Ciebie? Czy może jak Józio z „Ferdydurke” Gombrowicza poddasz się wpływowi innych ludzi? Właściwie to otoczenia nas kreuje. Różni ludzie przyprawiają nam różne gęby. I w samym człowieku tkwi pokusa, by grać jak najdłużej w świecie – teatrze.

Nagle cisza, przerwa między spektaklami. Chwila, by nabrać powietrza, usiąść i zamyślić się. Spójrz w lustro. Wydawałoby się, że ledwie wczoraj delikatny wiatr owiewał Twe rumiane policzki. Widzisz siebie, w tym lustrze ciągle w przeszłości. Nie uchwycisz chwili, ona Ci na to nie pozwoli. Spójrz, teraz jest, ale już było, minęło. Posłużę się słowami W. Malickiego: „Przeszłość, to przecież nic innego jak przyszłość, którą minęliśmy po drodze”. Każda chwila w życiu jest niepowtarzalna. Czasami warto po prostu się zatrzymać. Nieubłagany jest czas i przyszłość, którą miniemy na drodze naszego życia.

Kiedyś opadnie kurtyna i aktorzy patrząc w lustro, zobaczą w nim jeszcze ciągle młodą duszę uwięzioną w starzejącym się ciele. Niczym w wierszu Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej pt. „kurze łapki”. Zamyśli się jeden z drugim, powspomina, jak cudownie było żyć i może gdzieś w ciszy letniego wieczoru, w śpiewie nocnych zwierząt, w szumie starej olchy będzie szeptał zakochanym, którzy przystaną szczęśliwi, że warto żyć!

Zainspirowana obrazem „Dziewczynka z gołąbkiem” Danuty Muszyńskiej-Zamorskiej, napisałam:

Do przemyślenia:

„Dziewczynka z obrazu”
Co jest w Twoich oczach

dziewczynko z obrazu?

Dlaczego pełne smutku

przenikają mnie na wskroś?

Czuję Twój ból czuję Twą tęsknotę

i serca drżenie!

 

Co kryją Twe oczy

dorosłego człowieka?

Jakie zło dotknęło Twą

młodą, smutną duszę?

 

Czy zaznasz ukojenia w przyszłości?

A może znikniesz w tłumie poszarzałych

ludzi, nosząc swą ranę jak

ciche cierpienie

nikomu nieznane…

aaron-burden-190447

Ewa Szelburg-Zarembina

* * * (Świat jest tak wielki…)

 

Świat jest tak wielki, człowiek tak mały,
ale gdy męstwo zamieszka w nim,
Zwycięży ziemie! Morza zwycięży!
Każde marzenie zamieni w czyn!

Patrzę na globus, na obraz świata
I myślę: Boże, pozwól bym mógł.
Odnaleźć własną zwycięską drogę
Pośród tych wszystkich splątanych dróg.

 

Do przemyślenia:

Odnaleźć własną drogę. Stworzyć sobie plan, który ma doprowadzić do celu. Do spełnienia najskrytszych marzeń. Wybrać, spośród wielu i nie zabłądzić. Mieć zawsze przed oczami cel jak najjaśniejszą gwiazdę na roziskrzonym nocnym niebie, kiedy mróz ścina oddech, a świat na chwilę zatrzymuje się po to tylko, aby tobie jednemu ukazać swoje niezrównane piękno.

Wstrzymać oddech na kilka chwil, by usłyszeć bicie własnego serca. Nieustanny rytm naszych myśli, strapień i niepokojów. Kochać mimo wad i mieć nadzieję mimo tylu straconych szans. Nigdy się nie poddawać, nawet kiedy każdy krok jest jak poruszanie się w błotnej lawinie.

A nade wszystko wsłuchiwać się w siebie, bo przecież o to właśnie chodzi! Słuchać swojej duszy, podpowiedzi szeptanych przez Anioła do ucha, gdy może wcale nie chcę słyszeć. Czytać mowę własnego ciała i niespokojnej duszy, która czegoś oczekuje! Wyjść na łąkę latem, w cichą noc słuchać rechotu żab oraz cykad świerszczy, w zapadającym zmierzchu odnaleźć zapach opadającej mgły, ranną rosą spoglądać na pierwsze promienie słońca. Kochać siebie! Za wszystko i za nic! I nigdy się nie poddawać!

 

O poetce:

Ewa Szelburg- Zarembina urodziła się 10.04.1899 roku w Bronowicach koło Puław. Poetka urodziła się jako córka Antoniego, ogrodnika dworskiego i Elżbiety z Kałużyńskich, która wykonywała zawód krawcowej.  Była członkinią organizacji „Zet”. W tym okresie podjęła również pracę jako nauczycielka. Debiutowała w 1922 r. na łamach tygodnika „Moje Pisemko” jako autorka utworów dla dzieci. Dla dorosłego czytelnika wydała w 1924 r. Legendy żołnierskie i od tej pory pisała zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. W latach 1918–1922 studiowała filologię polską i pedagogikę na UJ w Krakowie. 20 kwietnia 1965 r.  powieściopisarka zwróciła się do społeczeństwa z apelem uczczenia pamięcią bohaterstwa i męczeństwa młodzieży i dzieci w dziejach Polski. Apel wywołał gromki odzew i ze składek społecznych powstało w Warszawie Centrum Zdrowia Dziecka. Najbardziej znana z twórczości dla dzieci i młodzieży. Lech, Czech i Rus, czy A…a…a… kotki dwa – to jedne z licznych dzieł autorki.

web-agency-29200

„Pieśń kochanków” Stanisław Baliński 

 

I znów słychać kochanków piosenkę
Ktoś w niej żegna się, bierze za rękę
Ktoś odchodzi na palcach, zawraca
Potem ma wrócić, nie wraca
Potem ma pisać, lecz zwleka
I ma czekać, lecz się nie doczeka

Wszystko razem oczadziałe, śpiew
Nie pamiętasz, doprawdy nie wiesz
Tylko odgłos melodii dalekiej, oczadziałej
Rozwianej na wieki.
I ten szept co do ucha się skłania
I powtarza jak można najprościej

Nie ma, nie ma prawdziwej miłości
bez rozstania

Ile trzeba wycierpieć i wyśnić
Żeby taką melodię wymyślić
Ile trzeba utracić, porzucić,
By po latach spokojnie ją nucić
I powtarzać w ciemności te słowa
Kiedy się pierwsza gwiazda odsłania

Nie ma, nie ma prawdziwej miłości
bez rozstania

Do przemyślenia:

Miłość. Każdy z nas jej szuka, wyczekuje. Każdy pragnie, potęguje. I zaraz słyszę piosenkę Maryli Rodowicz „Wszyscy chcą kochać”. Jakie to wydaje się proste! Jak łatwe do realizacji, zwłaszcza, gdy w naszym życiu pojawia się ta najważniejsza osoba w życiu, dla której w ogień się rzucisz i serce oddasz bez reszty. Tylko…. Dlaczego wciąż muszą być jakieś „tylko”, „ale”? Czemu miłość to jedno z najtrudniejszych uczuć, a jednocześnie najpiękniejszym, co może nas w życiu spotkać?

Początek zawsze jest piękny! Czasem niesie pewnie niedogodności, walkę czy stawianie czoła przeciwnością, ale kiedy czujesz dłoń ukochanej osoby, twardo stajesz w obronie uczuć jakie was łączą! Nic nie wydaje się zbyt trudne, nic nie jest nie osiągalne, żadna droga nie jest zbyt wyboista, nie do pokonania! To wspaniały stan duszy! Wiara w czystość i moc waszego uczucia, ale także w to, że przy tej właśnie osobie wszystko mogę, wszystkiemu dam radę, nic mnie nie złamie!

Potem życie toczy się dalej. Podejmujecie różne życiowe decyzje i wreszcie stajecie na ślubnym kobiercu. Szczęścili. Spełnieni. Nie ważne czy na waszym ślubie jest czterdziestu czy dwustu pięćdziesięciu gości, bo dla was liczy się tylko ta jedna, wymarzona, spośród tłumu wybrana osoba, na resztę waszego życia! Twój towarzysz, partner, przyjaciel.

Co jednak, jeżeli pewnego dnia budzicie się rozczarowani własnym życiem? Decyzjami podjętymi przed laty, a przede wszystkim rozczarowani osobą, z którą związaliście się na zawsze, z MIŁOŚCI?! Utrata wiary w miłość, w uczucie, które was łączy to jak ikarowe spadanie. Przed rozbiciem się może uratować was tylko rozważne i mądre spojrzenie na to co było. Wyszukanie najpiękniejszych chwil, wspomnień, które zawsze towarzyszą wam gdzieś z tyłu głowy! Ale przede wszystkim spojrzenie na ukochaną osobą bez tej okropnej rutyny, jaka zapewne wkradła się ohydnymi łapskami między was, ociekająca rządzą niszczenia! Zobacz, jakie piękne ma oczy, choć są takie podkrążone, smutne i pełne niepewności, gdy niepewnie na ciebie zerkają, bo już kilka razy groziłaś rozwodem i właściwie huśtawka nastrojów trwa. Spójrz na jego spracowane dłonie, które tak chętnie obejmowały cię, przypominając, że jesteś jego, co rozpierało cię dumą! Nie pamiętasz już? Planowaliście wspólną przyszłość, a kiedy nadeszła ty chcesz się schować we własnej skorupie niepowodzeń i frustracji? Daj sobie szansę! Daj szansę waszej miłości i zacznij znów kochać!

A jeśli to jest już niemożliwe, jeśli sprawy zaszły za daleko, a słowa zraniły mocniej niż niejeden sztylet, daj sobie czas. Czas na ból, zranienie, złość, gniew. Wyrzuć z siebie wszystko to, co powodowało, że nosiłaś na swych barkach trzy tonowy ciężar i wiecznie spuszczoną głowę. Czas na żałobę! Tak, żałobę po straconej miłości! Miłości, która zapewne była piękna, ale odeszła przedwcześnie, w pół kroku, której nie pozwoliliście zakwitnąć, jak pąk róży na wpół rozkwitnięty, zerwany bezmyślnie i rzucony na asfalt w upalne lato, na niechybną śmierć.

Kiedy minie najgorszy czas, a chmury smutku i zwątpienia rozwieje ciepły wiatr, podnieś wysoko czoło i patrz śmiało w oczy innych ludzi! Nie zadręczaj się przeszłością, wspominaj tylko miłe chwile i wyrażaj się jeśli nie ciepło, to chociaż uprzejmie o utraconej ukochanej osobie. Nie zapominaj proszę, kiedyś łączyło was to wyjątkowe, piękne uczcie, dla którego mogłabyś wskoczyć do lodowatej wody, nie umiejąc pływać!

I tak każdego dnia skaczemy na głęboką wodę, bo każdy dzień to wyzwanie, każdy dzień ma nauczyć nas kochać innych ludzi jeszcze bardziej i bardziej, choć to zadanie jest niezwykle trudne!

Tyle jeszcze jest przed nami… I znów pojawia się w mych myślach piosenkach Marka Grechuty „Ocalić od zapomnienia”. Warto pamiętać dobre chwile, życie jest za krótkie by stale się złościć i płakać. Mam nadzieję, że wasza miłość jest piękna, w pełnym rozkwicie, że wciąż patrzycie sobie z wielką czułością w oczy! A każdego wieczoru zasypiacie z uśmiechem, pocałunkiem i obietnicą na ustach, na jeszcze lepszy dzień. A wasze dłonie splatają się nieoczekiwanie i zaskakująco nawet dla was, jakbyście byli jedynymi istotami na świecie! Miłości życzę wam na każdy dzień!

 

O poecie:

Stanisław Baliński urodził się 2.08.1898 roku w Warszawie. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim oraz teorię i kompozycję muzyki w Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie, studiował też prawo. W 1920 został członkiem grupy poetyckiej Skamander. W latach międzywojennych publikował m.in. czasopismach „Skamander” i „Wiadomości Literackie”. W czasie II wojny światowej pisywał w czasopismach „Wiadomości Polskie” (1940-1944), „Nowa Polska” (1942-1944), „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” (1944). Po wojnie m.in. w „Wiadomościach”. Dzieła poety to m. in.: tomiki wierszy jak: Wieczór na Wschodzie (1928),Wielka podróż (1941), Tamten brzeg nocy (Londyn, 1942); opowiadania np. Miasto księżyców czy felietony: Antrakty, czyli notatki o życiu i sztuce w drugiej połowie XX wieku w Londynie. Zmarł 12.11.1984 roku w Londynie.

 

„Baśń tęczowa” Adam Asnyk sweet-ice-cream-photography-123164

 

Poświęcona F.V. Kvapilowi

Od kolebki biegła za mną
Czarodziejska baśń tęczowa
I szeptała wciąż do ucha
Melodyjne zaklęć słowa.

Urodzona nad wieczorem
Z cichych gawęd mych piastunek,
Spala ze mną, na mych ustach
Kładąc we śnie pocałunek.

I budziła się wraz ze mną,
I wraz ze mną ciągle rosła,
I z kołyski na swych skrzydłach
W jakiś dziwny świat mnie niosła…

Ponad morza purpurowe,
Ponad srebrne niosła rzeki,
Po zwodzonym moście tęczy
W cudowności świat daleki…

Otworzyła mi zaklęciem
Brylantowy w skałach parów
I wkroczyłem raz na zawsze
W kraj olbrzymów, widm i czarów.

I zamknęły za mną wrota
Jakieś wróżki czy boginie,
Więc na całą życia kolej
Szedłem błądzić w tej krainie.

W tej krainie, w której wszystko
Ożywioną bierze postać,
W której każdy głaz ma duszę
I człowiekiem pragnie zostać…

Złotolistnym szedłem gajem,
Gdzie się wszystko skrzy i złoci,
Gdzie zakwita skryty w cieniu
Tajemniczy kwiat paproci.

Szedłem gajem, gdzie dokoła
Śpiewające szumią drzewa,
Gdzie młodości wiecznej źródło
Czyste wody swe rozlewa.

I witały mnie po drodze
Rozmarzone oczy kwiatów,
Co patrzyły tak wymownie
W niezmierzoną przestrzeń światów.

I witały ludzkim głosem
Różnobarwnych ptasząt chóry,
Ukazując dalszą drogę
Nad przepaści brzeg ponury.

Ja słuchałem śpiewnej wróżby
I z ożywczej piłem fali,
I w głąb dzikszej coraz puszczy
Niestrwożony szedłem dalej.

Próżno groźne widma straszą,
Próżno kłęby gadzin syczą,
Biegłem naprzód, zapatrzony
W jakąś jasność tajemniczą.

I przebyłem czarne puszcze,
I spienionych wód odmęty
I stanąłem u stóp góry
Prostopadle na dół ściętej.

Na jej szczycie błyszczał zamek,
Kryształowy gmach olbrzyma,
Co zaklęciem w swojej mocy
Najpiękniejszą z dziewic trzyma.

Przed zamczyskiem stoją smoki
I te paszczą swą czerwoną
Ogień złoty i różowy
Pod obłoki w górę zioną;

Swe spiżowe jeżąc łuski,
Bronią skarbu zaklętego,
Najpiękniejszej z wszystkich dziewic
W kryształowym zamku strzegą.

Jednak mimo czujnej straży
Jam ją ujrzał na skał szczycie
I odgadłem, żem tu przybył,
Aby dla niej oddać życie.

Miała gwiazdę na swym czole,
Pod nogami sierp księżyca,
Błękit niebios w swoich oczach
I aniołów cudne lica;

I od razu swym spojrzeniem
Zaszczepiła miłość w duszę –
I poznałem, że koniecznie
Do niej w górę dążyć muszę.

Więc po nagiej, gładkiej ścianie,
Zapatrzony tylko na nią,
Na powojów wiotkich splotach
Zawisnąłem nad otchłanią.

Coraz wyżej pnąc się hardo,
Już widziałem ją przy sobie…
I w zachwycie do królewny
Wyciągnąłem ręce obie.

Miałem schwycić ją w objęcia…
Gdy powojów pękły sploty –
I upadłem w głąb otchłani,
Gdzie z ran ginę i tęsknoty.

Lecz choć z serca krew upływa,
Choć w przepaści ciemnej leżę,
Jeszcze wołam: „Za nią! za nią!
Idźcie gonić, o rycerze!

Idźcie piąć się w górę, w górę,
Ponad ciemnych skał krawędzie!
Może przyjdzie kto szczęśliwy,
Co ją weźmie i posiędzie.

Choć nie dojdzie – chociaż padnie,
Przecież życia nie roztrwoni,
Bo najlepsza cząstka życia
W takiej walce i pogoni.

Warto choćby widzieć z dala
Ów zaklęty gmach z kryształu,
Warto, płacąc krwią i bólem,
Wejść w krainę ideału.

Gdyby przyszło mi na nowo
Od początku zacząć życie,
Biegłbym jeszcze po raz drugi
Za tą piękną na błękicie!

 

Do przemyślenia:

Kim jesteśmy? Co, tak naprawdę nas kształtuje? Tak toczą się nasze losy? Kto ma wpływ na nasze życie? I dokąd wiodą nas przeczucia, marzenia, ambicje?

Jak ważne jest uświadomienie sobie sensu własnego istnienia! To niebywałe, iż istnieją tacy ludzie, którzy nie do końca ufają drodze, którą sami wybrali, ukształtowali własnymi wyborami. A może w tym leży sedno problemy? Owi ludzie nie znający swoich wewnętrznych motywacji i pragnień wybrali nie w zgodzie ze swoją naturą, a teraz płacą za to każdego dnia? Ich frustracja narasta, przemienia się w negatywizm bądź opryskliwość, prowadzącą do samotności, co ostatecznie prowadzi do nieszczęścia, smutku, żalu.

Co to znaczy przeżyć życie tak, aby niczego nie żałować? Nie oglądać się za siebie? To nie do końca prawda. Warto czasem spojrzeć wstecz i zobaczyć własne błędy, niedociągnięcia. Warto uświadomić sobie, że nikt z nas nie jest ideałem, choć do ideału warto dążyć! Czy nie łatwiej byłoby żyć w świecie, gdzie wszyscy się do siebie uśmiechają, są mili i serdeczni, potrafią okazać zrozumienie i wesprzeć, kiedy przyjdzie na to pora?

A gdyby przyszło jeszcze raz przeżyć nam życie, za czym chętnie byście poszli drugi raz? Jakie wartości, ideały byłyby dla was priorytetem? A czego na pewno byście nie uczyni?

Naszym życiem być może kieruje przypadek, ale z drugiej strony jako osoba wierząca, w każdej chwili widzę rękę Boską i wstawiennictwo Aniołów. Czasem zastanawiam się, co by było gdyby…. Ale czynię tak, aby nie żałować podjętych decyzji i dążyć do udoskonalania własnej osobowości. Tylko jak poskromić mustanga? W tym miejscu serdecznie się do was uśmiecham!

 

O poecie:

Adam Asmyk urodził się 11.09.1838 w Kaliszu. Poeta pochodził z rodziny szlacheckiej. Był synem Kazimierza, powstańca listopadowego, który po odbyciu zesłania osiedlił się w Kaliszu i trudnił się handlem skórami. W styczniu 1882 został wydawcą krakowskiego dziennika „Reforma”, przemianowanego w listopadzie tego roku na „Nową Reformę”, której redaktorem odpowiedzialnym był od grudnia 1889 do stycznia 1895. Wiersze ogłaszał w zbiorach pt. Poezje.Twórczość literacką rozpoczął w latach 1864-65. Jego liryka w tym okresie była wyrazem rozterki duchowej poety, przeżywającego kryzys światopoglądowy, pogłębiony klęską narodową. Powstają wiersze pełne bluźnierstw (Odpowiedź), buntu przeciw Stwórcy i ustalonemu porządkowi świata (Julian Apostata), goryczy i zwątpienia (W zatoce Baja), krytycznego obrachunku z romantyzmem politycznym (Sen grobów).  Zmarł 2.08.1897 w Krakowie.

Ciekawostki z życia Adama Asmyka:

  • Brał udział w ruchu spiskowym; w 1860 został aresztowany i uwięziony wX Pawilonie Cytadeli Warszawskiej.
  • Debiutował w 1870 na łamach dziennika „Kaliszanin” wierszemRodzinnemu miast.
  • W 1866 uzyskał doktorat z filozofii nauniwersytecie w Heidelbergu.
  • W 1875 ożenił się z Zofią Kaczorowską, z którą miał syna Włodzimierza.

andrew-neel-218073

„Mieć czy być”. J. Kuderski, W. Kuderski, P. Myszor, W. Powaga, A. Rojek (Myslovic)

 

Strach przed lataniem i głód doświadczeń.
Wstyd przed mówieniem sobie „nie wiem”.
Ogromna siła wyobrażeń,
To nie przypadek, że jesteśmy razem.

Ref.
Już teraz wiem,
Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz.
Wszystko trwa, sam dobrze wiesz,
Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem…

Kolejna strona: mieć czy być?
Czy Erich Fromm wiedział jak żyć?
W rzeczywistości ciągłej sprzedaży,
Gdzie „być” przestaje cokolwiek znaczyć.

Ref.
Już teraz wiem,
Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz.
Wszystko trwa, sam dobrze wiesz,
Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem…

Ref.
Już teraz wiem,
Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz.
Wszystko trwa, sam dobrze wiesz,
Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem…

Już teraz wiem…

Już teraz wiem…

Do przemyślenia:

Mieć czy być? Czy filozof wie jak żyć? Czy uczony posiada wszelką wiedzę? Czy błądzić nie jest rzeczą ludzką i jak z tych błędów czerpać wiedzę na dalsze życie? Kto powiedział, że prawda jest tylko jedna? Dla kogo ważniejsze jest posiadanie fortuny i bycie zamożnym od posiadania wartości i ludzkich uczuć?

Piosenki zespołu Myslovic swoim tekstem trafiają w sedno, często nieuchwytnych lub też pomijanych w dzisiejszych czasach problemów. W szczególności młodzi ludzie, dopiero na starcie, kształtujący hierarchię swoich wartości, często zadają sobie trudne, życiowe pytania. Ale być dorosłym nie znaczy nie popełniać błędów! Często wstydzimy się swojej niewiedzy zapominając, że wszechwiedzącym jest tylko Bóg. W dzisiejszym świecie zasypuje nas lawina konsumencka pt. „Musisz mnie mieć!” Wulkan reklam pochłania mnie, topi, przekształca w krótkowzroczne monstrum. Ratunku! Wszystko musi się „opłacać”! Nie ważne jakie wartości sobą przedstawia, jeżeli nie ma na to popytu, to wpada do kosza z naklejką „śmieć”, choć w rzeczywistości nie musi i często tak nie jest!

Jestem ciekawa, co wy o tym myślicie?