Wiersze

 

Samotność”

S – jak sandały, które uwierają cię w palce

A – jak Atlantyk – do pokonania w pojedynkę

M – maraton – niezliczonych myśli

O – to oddech – ciche westchnienie

T – tysiące godzin w podróży

N – jak nicość, nigdy i nieobecność…

O – ponownie, bo to proces odnawialny, niestety…

Ś – ślad mojej łzy na policzku

Ć – jak ta ćma – piękna i głupia zarazem, szczęśliwie – lecąca ku śmierci…


 

Taniec lalek w teatrze życia.

Patrz – jaka piękna, baletnica

lustrzana lala…

Patrz – jej oczy puste,

bez wyrazu…

Patrz – tańczy wzorowo, dumnie

taniec lalki…

 

Mam ochotę jej dotknąć, pocałować –

zapomnij!

Mam ochotę potrząsnąć jej bladym ciałkiem,

sprawić by nabrała rumieńców,

ożyła- zapomnij!

 

Patrz – jaka smutna,

choć nieśmiertelny jej taniec…

Patrz – wytańczone baletki

nie chcą się zedrzeć…

Patrz – jak płacze,

choć nie ma serca.

 

Miłość…

Jak ocalić od zapomnienia?

 


Stary dąb

Stoję na skrzyżowaniu dróg.

Samotnie

Niczym słup.

Przypatruję się przechodzącym ludziom

Cicho

Niczym trup

 

Jestem i oni wiedzą o tym

A jednak – zapominają.

 

Nigdzie się stąd nie ruszę

Będę trwał

Aż skruszę.

Będę stał, rozpościerając gałęzie

Patrzy i słuchał

Niczym więzień.

 

Pokolenia młodych, zagonionych wiecznie

Minie, odejdzie

Ostatecznie.

Czas pieniądza i sławy

Prawników,

Chwały.

 

Ja będę tutaj – wbrew ich woli,

Zapomniany mimo swej niewoli.

 

Czasem wiatr szepnie mi do ucha

Narzekając,

Co podsłucha.

Czasem skowronek srebrzysty

Przepowie koniec człowieka

Oczywisty.

 

Jestem dąb stary

Na skrzyżowaniu dróg,

Bez wiary.

Jestem delficką wyrocznią –

Wszyscy kiedyś na cmentarzu

Spoczną

 

Trwać w niewiedzy – wiedząc o niej

Jest głupotą!

 



„Szukający miłości”

I tylko ty jedyna

od zawsze – na wieki

nieznana

choć bliska

zagadkowa

zwodnicza

odszukana na nowo…

 

I tylko ty najdroższa

nieznośna

kapryśna

nasycona namiętnością

choć stara-

to młoda.

 

I tylko my razem

po kres

po horyzont

bliscy

dalecy

kochający

nienawidzący

 

My splątani miłością

więzami

obowiązkami

codziennością.

 

My-

wadliwi

niedoskonali

czuli i nieczuli

zastygający powoli w lawie bezsensowności swych czynów.

 

My-

bez nadziei szukający nadziei

smutni szukający miłości

bogaci szukający skarbu.

 

My zaplątani w Czerwoną Nić Przeznaczenia

wciąż jeszcze niedoświadczeni staruszkowie.

 

My szukający miłości.

 

 


 

***
Miłość jest delikatna

jak letnie wspomnienia

jak motyl obok Twego ramienia

jak babie lato utkane

powoli i dokładnie

lecz łatwo je zranić

kilkoma słowami

chcę wierzyć w Ciebie

nad gwiazdy na niebie

bo tak naprawdę

bardzo kocham Ciebie!

 



„Czasem brak mi słów.” 

Czasem brak mi słów.
Czasem brak mi sił.
Siedzę w ciszy, w jednej pozie, zastygła.
Herbata wydaje ostatnie tchnienie, para unosi się błagalnie.
Nie czynię nic.
Trwam w ciszy.
Czasem jestem poważna. Milczę i obserwuję.
Mucha cicho brzęczy, uderzając o sufit, wystraszona własnego cienia.
Czasem umieram w ciszy,
by odrodzić się jak Feniks z popiołów, z przenikliwym spojrzeniem.
Czasem
i zawsze trudno odnaleźć odpowiednie słowa, na to co nieuniknione, proste w swej istocie,
a tak trudne do akceptacji.
Cisza.
Czy jednak oznacza ona bezdźwięk?
Brak słów – czy oznacza brak myśli?
Brak oddechu – równa się z brakiem życia?
Moja do Ciebie cicha modlitwa – daj mi mądrość słów i bystrość milczenia!



I na mój grób szafirowy…

 

I na mój grób szafirowy

przynieś chryzantemy…

 

I mój grób grafitowy

przyozdób tak, by był kwiatowy…

 

Na mojej nagrobnej płycie

napisz słów kilka o ziemskim bycie…

 

I na mój grób lawendowy

upadnie kiedyś jesienny liść płowy…


***

Chciałam Cię wspomnieć

stając nad grobem

w czerwonej łez koronie

 

Chciałam wykrzyczeć złość

i niedolę

opisać w kilku słowach ból

 

Ale nie mogłam…

 

Zbyt świeże wciąż rany rozstania

Zbyt ciasno byliśmy związani

Zbyt jesteś mi teraz daleki

Czy umrzeć znaczy- na wieki?

 


 

Oda do miłości

 

Uśmiechnięta jesteś

z rumianym policzkiem,

oczy twe błyszczą jak gwiazdy.

 

Pamiętam ten dzień, mówiłaś:

„nasze pierwsze święta”

 

 

A potem porwał cię Anioł Czarny

w czeluści,

pod kamienną płytę.

 

Teraz uśmiechasz się do mnie,

a serce twe pod betonami.

O, miłości! Jak ciężko mi bez ciebie!

 


 

Dla M.

 

Anioł chciał odejść w pośpiechu

w niedokończonych słowach

zastygłym uśmiechu
Anioł wyszedł przed zakończeniem

z przemilczanym akordem

jakby ktoś włączył pauzę

Anioł nie myślał o pożegnaniu

nie spisał uroczystej mowy

listy zostawił rozpoczęte…
Anioł pobiegł do dzieci

serca malować na niebie

szczytów gór sięgać ukradkiem
Anioł nie mógł odejść inaczej…

 

 

 

 


 

Wzgardzona

 

Spokojna leżysz na podłodze

tak jak kwiatek niczym nieporuszona,

Gdyby Twe włosy posypać po drodze,

Może byś wtedy była wzruszona.

 

Gdyby Cię targać za uszy, za głowę

I kopać Twe ciało młode,

Dostrzegłabyś łzy żydowskie

I ich piekła słotę.

 

Nieme są Twe oczy i słowa puste

Pogrzebią je popioły,

Obietnice pokryją się chrustem.

 

Dłonie delikatne nie widziały pracy

Okryta z jedwabiu szatą,

Gdyby Cię do nago rozebrali w tłumie-

I biczem smagali niby ciało suknię,

Co byś powiedziała na to?

 

O nieszczęśliwa niewiasto w czerwieni!

Okryta szalem złocistej jesieni,

Bo wzgardziłaś dziś okrutnie

W niewiedzy swej paskudnie

Grób żydowskich dzieci!

 

Pole pszenicy złotej przeplatane makami krwi nie obcej!

Na zapomnienie wystawionej,

W szyderczym śmiechu esesmana wzgardzone!

 


Inspirowane wierszem „To matka” Karola Wojtyły.

 

Karol i Matka

Wznoszę się na skrzydłach mej pamięci, by odnaleźć Ciebie… Najmilsza!

Czy jeszcze obraz Twój zdołam odszukać?

Jesteś, a jakby Cię nie było…

Nie ma Cię, lecz w głębi serca wiem,

Że nie opuściłaś mnie, dziecka Twego!

 

Ból mój w sercu cierniem,

Widząc wtulone ciałko w ramionach matki belką się staje…

Jak zrozumieć wielką tajemnicę życia i śmierci,

Kiedy biała dama zabiera dzieciom matki,

Matkom synów, córkom dzieci…

 

Przypłyń do mnie Najmilsza! W każdym śnie, w każdej jawy czuwaniu!

Ukołysz mego serca kołatanie,

Wskaż cel mej wędrówki, ukaż sens w cierpieniu!

Jesteś, a jakby Cię nie było,

Nie ma Cię, lecz wciąż słyszę za sobą Twoje kroki…

 

 





Chciałabym…

          choć to takie niepojęte

dotknąć Cię…

choć to takie zamknięte

zasypiać u Twego boku

i nie bać się o zmroku

spacerować po plaży

czuć słońce na twarzy

tulić się do piersi…

z głową w chmurach

nie rozdzieli nas wichura

lecz to tylko marzeń złuda

spełnić tego się nie uda.

 


Modlitwa o dobry sen.

Aniele Boży, Stróżu mojego syna,

wiem, czasem jest łobuzem- lecz to nie jego wina!

Tyle jest piękny rzeczy dokoła!

Wszystkiego złapać przecież nie zdoła!

 

Patrz na niego czujnym okiem!

Nie odstępuj go na krok,

by nie porwał mi go mrok!

 

Rano-

kiedy oczka swe otwiera

rumiane lica pociera

buzia zaraz się uśmiecha

nowych przygód czeka!

 

Przez dzień-

gdy w pośpiechu gubi kapcie

i gazetę chowa tacie

pomaluje świat farbami

na rowerze jeździ z nami!

 

Patrz na niego czujnym okiem!

Idź tak blisko raźnym krokiem!

 

 

Wieczorem-

już zmęczony głośno ziewa

i przymknięte oczka miewa

główkę tuli do poduszki

zbiera dnia obrazy- niczym okruszki.

 

Ześlij mu sen spokojny

Niczym płatek kryształowy,

Mieniący się kolorami tęczy…

A pęk róż niech go zwieńczy!

 


Sukienka z Orłem

 

Przeprana do granic

 

możliwości

 

szczerniała.

 

Opleciona przegniłymi liśćmi.

 

Dziurawa.

Zapomniana.

 

Sukienka z orłem

 

w Katyńskim Lesie.

 



Melodia mojej duszy

Hej! Gdzie jesteś?

A gdzie cię nie ma i dokąd zmierza twój świat?

Hej! Zatrzymaj się. Spójrz!

Czy dostrzegasz to co ja?

Dmuchawce, bezbronne, poddane wiatru

Latają wśród nas, rzucane przez wiatr.

Czy ty, nie jesteś jak one?

Osamotnione…

Na próbę wciąż wystawione…

 

Hej! Zanurz się w melodii tej.

Posłuchaj!

Różaniec, wschód słońca, biedronka, a może dotyk czyjejś dłoni

Dla kogoś znaczą więcej niż wszystko co w życiu posiadł.

Spójrz! Zatrzymaj się! Nie widzisz?

Zamykasz oczy!

 

Hej! Czy pamiętasz kołysankę ze swych snów?

Dzieciństwo, tak zapomniane… odrzucone jak lalka szmaciana rzucona w kąt…

Hej! Gdzie jesteś? Czy twoje serce kogoś kocha?

Hej! Zanurz się w melodii tej!

Posłuchaj!

Gdzie idziesz?

Co słyszysz? Jaki cel jest twej wędrówki?

Ilu ludzi zraniłeś?

Ile chwil przegapiłeś?

Hej! Czy słyszysz mnie?

Ja wołam cię! Przepraszam!

Chwile tak uciekają. A ty w pogoni, chcesz złapać je.

Dlaczego wiatr obmywa buzię każdego

A ty ich dzielić chcesz.

Hej! Słońce zachodzi, cienie się kładą.

Zatrzymaj się!

Hej ! Zanurz się melodii tej…

Posłuchaj!

 


Nie ma komu…

 

Nie ma komu przekazać wiadomości cichej
tęsknoty,
żalu,
za tymi co odeszli,
za tymi co polegli…
Nikt nie odwróci się mówiąc:
„Znam Twoją twarz!”
Cieniem jestem
i tylko czasem idąc aleją twarz uśmiechniętych
słyszę jak mnie wołają…