Wiktorek i Piraci – Kompas Przeznaczenia

 

Drodzy czytelnicy!

Oto fragment kolejnej bajki, która zostanie niebawem wydana! 

 

Roz­dział 1

Łajba Podliw­ców.

         Bań­ski mydlane wzno­siły się w górę tar­gane lek­kimi podmu­chami powie­trza. Wiel­kie, zdo­bione lustro zapa­ro­wało. Wszę­dzie dało się sły­szeć śmie­chy i piski oraz nie­ustanne chlu­po­ta­nie wody.

-Nad­cho­dzi sztorm, Tato! – wołał Wik­to­rek. – Ucie­kaj stat­kami do portu, ina­czej żywioł znisz­czy Twoją łajbę, a załogę porwą syreny!

-Hola, hola! – Tata trzy­mał się za brzuch, śmie­jąc się tak gło­śno, że cały pod­ska­ki­wał. – Na dziś zapo­wia­dali piękną pogodę! Czy jakiś szczur lądowy śmie temu zaprze­czyć?

-Szczur lądowy? – Wik­to­rek nagle spo­waż­niał. – Czy to obraź­liwe, Tato?

-Raczej, tak. – Tata na­dal się śmiał.

-A kto tak mówi?

-Jak to kto? Piraci!

-Piraci! – krzyk­nął Wik­to­rek i ude­rzył ręką w taflę falu­ją­cej wody.

Potężna fala ude­rzyła w brzeg wanny i chlup­nęła wprost na twarz pochy­lo­nego Taty. Woda zabaw­nie spły­wała z jego czoła, kiedy Wik­to­rek przy­ozdo­bił jego włosy pianą trzy­maną w pra­wej ręce. Póź­niej wypro­sto­wał lewą rękę i puścił w powie­trze kolejne bańki. Długo się śmiali.

-To będą moje okręty, dobrze, Tato? – Tata uśmiech­nął się na zgodę. – Pod­niebne okręty! O! Wie­lo­ryb! Ratuj się kto może!

Śmie­chów i krzy­ków nie było końca. Nawet zapra­co­wana Mama co jakiś czas zer­kała do łazienki, jed­nak sku­tecz­nie znie­chę­cana pirac­kimi opo­wie­ściami, wycho­dziła umo­ru­sana pianą.

Nagle mydlane bańki zaczęły migo­tać fascy­nu­ją­cymi kolo­rami. Tata pomógł wyjść z wanny syn­kowi i owi­nął go ręcz­ni­kiem.

-Zabra­łeś tu Latarkę, synku? – spy­tał poważ­nie.

-To mój skarb…

-Wik­torku…

Tata już miał zga­nić syna, kiedy woda w wan­nie zaszu­miała jak praw­dziwe morze! Po chwili dało się sły­szeć odle­głe krzyki mew. Z lustra wydo­by­wała się gęsta mgła, która powoli zapeł­niła całe pomiesz­cze­nie czy­niąc je nie­prze­nik­nio­nym, jed­nak znik­nęła tak szybko jak się poja­wiła, odsła­nia­jąc bez­kre­sny ocean wody, drew­niany podest oraz…

-A to co?! – ziry­to­wany, chry­pliwy głos kazał obró­cić się Wik­tor­kowi. – Kto zapra­szał gości na gapę?!

(…)